Karolina Buczkiewicz – potencjał tworzenia.

Karolina Buczkiewicz – potencjał tworzenia.

Karoliny nie spotkałam jeszcze nigdy w życiu. Nie złożyło się. Zapewne przez obupólny brak czasu.
Codziennie przechodząc przez plac Nowy Targ mijałam wystawienniczą witrynę, w której w ramach projektu Młoda Rzeźba gościły prace autorstwa Karoliny. Napisałam o wystawie kilka zdań. Miały ukazać się na pewnej stronie, ale w ostateczności wylądowały na NIK ŁADNE.
Przygotowując tekst postanowiłam poznać artystkę. Poszukując autorki prac trafiłam ponownie (albo – jak zawsze!) do Agaty Grzych (wykładowca akademicki, fotograf, właścicielka Galerii u Agatki na Tamce – przyp. autorki). I po nitce do kłębka – wprost w skrzynkę mailową Karoliny. I zaczęły między nami płynąć słowa i było ich coraz więcej i w zasadzie dziś czuję się, jakbym właśnie wczoraj piła z Karoliną kawę, a przy naszym stoliku siedział adoptowany przez nią – jak sama go nazywa przytulaśny „pulpet” mopsik Heniutek.



Skąd wziął się pomysł na pójście w stronę sztuki?

Karolina: Pomysł na pójście w stronę sztuki? Jak miałam 7 lat to powiedziałam, że będę studiowała na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku i zostanę malarką. Były to słowa wypowiedziane w zabawie pt.: „kim zostaniesz w przyszłości”. Wypowiedziane słowa na głos, stają się rzeczywistością. Czemu Gdańsk? Dlaczego malarstwo?
Moja ulubiona ciotka tam mieszkała, a malarstwo – bo prawdopodobnie kompletnie nie wiedziałam nic o innych dyscyplinach sztuki, a chciałam zostać artystką. Nie powiem by to była prosta droga od słowa do rzeźby, ale chcąc nie chcąc na mojej drodze pojawiali się ludzie, którzy mnie do tego popychali. W wieku 14 lat sama zapisałam się na kółko plastyczne do MDK-u do Pana Jerzego Litewki, który powiedział, że mam talent i powinnam coś z tym zrobić. I tak zaczęłam przygodę z rysunkiem i malarstwem oraz podstawami grafiki. To Pan Jerzy opowiedział mi o Liceum Plastycznym w Zielonej Górze. I tak nikomu nic nie mówiąc, zapisałam się na egzamin i pojechałam go zdać, aby spróbować swoich sił w szkole plastycznej. Ku mojemu zdziwieniu dostałam się. W wieku 15 lat, przy ogromnym wsparciu mamy, wyprowadziłam się z domu, by móc uczyć się w plastyku. Tam spotkałam fantastycznych nauczycieli, a przede wszystkim nauczycielkę rzeźby: Małgorzatę Bukowicz, która zaraziła mnie miłością do rzeźby oraz ceramiki. To ona mnie zabrała na swoją macierzystą akademię i pokazała możliwość studiowania. I tak po maturze zdawałam na pierwszy rok studiów niestacjonarnych: wzornictwo i projektowanie ceramiki. Czemu studia wieczorowe? Bo sądziłam, że nie mam co marzyć o studiach dziennych. W trakcie studiów profesorowie, którzy wykładali, namawiali mnie na zdawanie na dzienne i dzięki ich namowom zostałam studentką I roku studiów dziennych na wydziale CiSz. Żeby było zabawniej wybrałam wzornictwo i projektowanie szkła, a nie ceramiki. Jednak po roku studiowania szkła i uczęszczaniu do pracowni rzeźby, która prowadził Tomasz Opania i Tomasz Niedziolka, stwierdziłam, że od rzeźby nie ucieknę i muszę ją studiować. I tak zaczęłam studiować jednocześnie szkło i rzeźbę. Niestety nie dawałam rady i postanowiłam wybrać jedno i będąc na III roku szkła, a na II rzeźby, zdecydowałam że wybieram ostatecznie rzeźbę.

Rysunek czy rzeźba, rzeźba czy rysunek? Czy inne dziedziny?

Karolina: Myślę, że podstawą w każdej dyscyplinie sztuki, niezależnie od tego czy to rzeźba czy malarstwo, jest rysunek. Wystarczy kawałek papieru i coś do rysowania i może to się już stać szalenie atrakcyjne. W rzeźbie potrzebna jest nam pracownia, materiały, narzędzia. I tu już zaczynają się schody.
Obecnie przerzuciłam się na rysowanie na tablecie i bardzo doceniam to, że mogę rysować kiedy i gdzie tylko zechcę.

Skąd biorą się w Twojej głowie pomysły? Z czego czerpiesz inspiracje?

Karolina: Pomysły dosłownie „leżą” wszędzie, a to na podłodze w łazience, a to na przystanku tramwajowym. Zależy to pewnie od wrażliwości i spostrzegawczości, a dopiero potem w grę wchodzi umiejętność przetrawienia tego co się zobaczyło, po swojemu i indywidualnego przedstawienia tego.
Jeśli miałabym wybrać, co jest dla mnie  najczęstszą inspiracją, to jest to przede wszystkim ciało ludzkie. Alina Szapocznikow kiedyś powiedziała ‚,jestem przekonana, że wśród wszystkich przejawów nietrwałości, ciało ludzkie jest najwrażliwszym, jedynym źródłem wszelkiej radości, wszelkiego bólu i wszelkiej prawdy’’.

Twoja ucieczka od tworzenia – intencjonalna, czy wymuszona?

Karolina: Od tego nie da się uciec, chcąc nie chcąc szuka się alternatywy tworzenia w warunkach, które się posiada i może nie są w stu procentach zgodne z tym jaki kierunek się skończyło, ale zawsze to nadal tworzenie. Osobiście muszę przyznać ze czasem ograniczenia odkrywają nowe rzeczy.

Czy dasz się namówić na powrót do sztuki?

Karolina: Ale ja od niej nigdy nie uciekłam.

 

Karolina Buczkiewicz – w 2016 r. laureatka konkursu Najlepsze Dyplomy ASP Wrocław 2016 (BWA Awangarda), nagrodzona Grand Prix w kategorii formy przestrzenne w 7. Przeglądzie Młodej Sztuki Świeża Krew (org. Galeria Socato), aktualnie wykładowca we Wrocławskiej Szkole Fotografii AFA oraz tatuażystka. Na moją prośbę Karolina przesyła mi swoje prace – pierwotnie pomysły na tatuaże. Kobiecość, zmysły i erotyka. Światło, cień. Jest ciało, ale też roślinność, ptaki. Karolina łączy i odkrawa kolejne motywy. Pogłębia świat wyobraźni. Kopie w nim, szukając połączeń nietypowych, a jednocześnie niezwykle pasujących do siebie. Dla mnie to coś więcej niż rysunki do tatuowania. To ilustracje, które są w same w sobie małymi formami literackimi, bo bezgłośnie i pomimo braku słów opowiadają historie, opisują postać lub sytuacje. Te prace mogłyby towarzyszyć tekstom, ale mogą też z powodzeniem je zastąpić. Szczęśliwy będzie ten, czyja twórczość zostanie domknięta twórczością Karoliny. Wiśnie na torcie.

Sztuka Karoliny jest wachlarzem dla świata. Znajdziecie pośród pomysłów jej autorstwa horyzontalne murale – niedokończone dywany, które powinny okrywać miejskie ulice. Są formy strzeliste ku chmurom, złożone jak przemysłowe maszyny, z metalu. Są ceramiczne baby i szklane kule. Powtykane w ścianę betonu drobne zatyczki szklane, kształty wycinane z drewna, formy organiczne z piaskowca, instalacje w przestrzeni miejskiej oraz do wnętrz. Karolina bawi się skalą przedmiotów i przestrzeni. Nie boi się form drobnych, którym wyznacza działanie na wielką skalę („Zatyczki dla Wrocławia”) czy form dużych – takich jak np. ławki, inspirowanych kształtem drobnych ścinków pozostałych po ostrzeniu ołówków.

Jutro prawdopodobnie spotkam Karolinę. Na żywo. Wraz z trójką innych rzeźbiarzy powinna uświetnić swoją osobą wernisaż wystawy Młodej Rzeźby na placu Nowy Targ (10.07.2018 r. – godz. 15). Koniec i początek kolejnej odsłony sztuki w witrynach. Osobiście – mam nadzieję początek prawdziwej znajomości i wspólnych twórczych działań z Karoliną. Czego sobie i Państwu życzę.

/tekst: Katarzyna Śmigielska przy współudziale Karoliny Buczkiewicz. Zdjęcia rysunków z archiwum Karoliny Buczkiewicz. Fotografie realizacji oraz portret Karoliny – autorstwa Klaudii Kaczmarek/

Podziękowania dla Karoliny Buczkiewicz oraz Klaudii Kaczmarek za pomoc w realizacji materiału.